In Aleksander Nowinski
wrote:
>>> Taka agitka na poziomie egzaltowanego nastolatka.
>>
>> Wydaje mi się, że to była literacka adaptacja serii felietonów, które
>> Wiesław Górnicki pisał w tygodniku Nie. On właśnie wciąż
>> straszył scenariuszami tego typu.
> A, przepraszam, nie czytam (i nie żałuję). Ale bardzo mi pasuje.
> Wierzę na słowo. Tylko nie dało się bez tego (np. sensowniej?).
Sam scenariusz jest tak nieprawdopodobny, że się nie da. Pozwolę sobie
przekleić fragment mojego starego tekstu m.in. o Wrześniu, który z
niejasnych dla mnie przyczyn nie doczekał się żadnego szanującego się
flejma:
Wymieniam jak dotąd książki z lat 90., dekady, o której można powiedzieć
wiele złych rzeczy, ale bez wątpienia nie da się znaleźć dla naszego
kraju lepszej w całym XX wieku. (...) Polska political fiction na razie
tego nie dostrzega. Najciekawszą w kończącym się roku 2002 pozycją z
tego gatunku jest Wrzesień Tomasza Pacyńskiego. Akcja tej powieści
rozgrywa się w sennym zakątku między Ostrowią Mazowiecką a letniskowymi
miejscowościami nad Bugiem. Tak te tereny w każdym razie wyglądają
dzisiaj, wyobraźnia pisarza przemieniła je jednak w niezbyt odległej
przyszłości w pole bitwy, ziemię niczyją i miejsce, z którego
perspektywy śledzimy ostateczną zagładę ludzkości, jednym słowem -
klasyczne ujęcie toposu Polski w political fiction.
(...)
U Pacyńskiego nawiązanie do historycznych tragedii ma charakter
ironiczny - jego książka to raczej katalog polskich frustracji niż
prognoza czy przestroga. Aksamitny Anschluss Eugeniusza Dębskiego (
2001) ma inne wyjściowe założenia. Tutaj również dochodzi do kolejnego
rozbioru Polski, tym razem dokonanego w ramach integracji z Unią
Europejską.
Prognoza z tej powieści (pisanej w roku 1997) stała się nieaktualna
właściwie już w chwili, w której książka trafiła do księgarń. Ciekawa
jest jednak symetria między Anschlussem i Wrześniem. U Pacyńskiego
Polacy są ksenofobicznymi frustratami żywiącymi się nienawiścią do
wszystkich bliższych i dalszych sąsiadów. U Dębskiego odwrotnie - to
Polska jest skrzywdzona przez cały świat, który ma coraz bardziej
dosyć Polski i jej wiecznych pretensji. Tenże świat obojętnie więc
spogląda na współpracę między Rosją a Niemcami, tworzącymi na dawnych
polskich terenach odpowiednio Awtonomiczieską Polską Riespublikę i
Protektorat Polens.
Intencje Dębskiego i Pacyńskiego są niemal dokładnie przeciwstawne.
Dębski straszy dobrobytem, który Polaków rozleniwi i spowoduje zanik
postaw patriotycznych. Pacyński odwrotnie - obawia się ubóstwa, które
może zaowocować eksplozją szowinizmu. Dębski widzi Polskę otoczoną przez
państwa wrogie lub - w najlepszym przypadku - obojętne. Pacyński kreśli
Polskę jako kraj, który z braku realnych wrogów natychmiast potrafi
wykreować fikcyjnych. Słowem, jeden widzi nadzieję dokładnie tam, gdzie
drugi dopatruje się zagrożenia.
Mimo tych przeciwnych punktów widzenia obaj pisarze przedstawiają
polskość zdumiewająco podobnie, jako coś w rodzaju nerwicy natręctw,
czyli obsesyjnego powtarzania myśli czy czynności. Pacjent dotknięty
nerwicą natręctw musi np. nieustannie sprawdzać, czy wszystkie drzwi są
porządnie zamknięte, albo strzepywać z ubrania nieistniejące pyłki.
Polak natomiast - i według Dębskiego, i według Pacyńskiego - musi
nieustannie wypatrywać wrogów i konspirować.
>> To mi z tego powodu nie przeszkadzały rakiety BTR-80 podwieszane na
>> pylonach śmigłowca AK-74 :-). Tylko rakieta peaveway mi
>> przeszkadzała, bo w czasach amigowych dużo grałem w A-10 Tank Killer.
>
> No co chcesz, rakieta o napędzie grawitacyjno-bezwładnościowym, nie?
Ale ona jest pave way, od utorować (dosł. utwardzić) drogą. I nie
jest to literówka, bo się powtarza.
--
Z ludzkich wnętrzności lepiej potrafię czytać niż z książek