Jarek Hirny nadaje:
>A screaming came across the sky, when Marcin E. Hamerla wrote:
>>>Czegoś jeszcze nie wiem o swoich znajomych?
>>Troszke na rzeczy jest - fajne autko to czarny, trzydrzwiowy Golf, z
>>szerokimi gumami, przyciemnionymi szybami, przerobionym wydechem,
>>duzymi glosnikami i lampkami od spodu ;--).
>Ej, logika. Słówkiem nie zaprzeczyłem temu, że VW jest popularny wśród
>dresiarzy.
Nie to miałem na myśli, ani nie pomyliłem VW z BMW. Nie idzie mi o obecne
konotacje dresiarzy z jakąś marką samochodu, tylko o historyczną genezę
estymy do dresu, potem trzypaskowego dresu i VW Golfa, i potem VW w
ogóle. Obie mają korzenie w końcu PRL/początku RP, obie pochodzą z kręgu
nie żadnych karków czy ziomów, tylko po prostu handlarzy i ludku szarej
strefy, handlującego gdzie się da z kim się da, czasem pracującego u
bauera, czasem kradnącego, czasem handlującego ruskim złotem, czasem
węgierskim salami, gdzieś pomiędzy 85 a 90. IIRC wykładnia dresu była
taka - polskie były do kitu i ciężko osiągalne, zachodnie były dużo
lepsze do wygodnego wielodobowego tłuczenia się pociągami
międzynarodowymi. A paski weszły jako oznaka czystości, od razu widać, że
ktoś ma brudny dres, a punktem skrzywionego honoru gościa co tłukł się
cztery doby z Moskwy z ładunkiem wyjątkowo ciężkich ciężarków do wędek,
było nie wyglądać na Centralnym w Wawie jak ostatnia łajza, w jego
mniemaniu oczywiście, i do tego były paski, no i działała też siła metki
adidas.
I ten narodek marzył o normalnych samochodach - w tym czasie
najnormalniejszym samochodem łatwo dostępnym Polakom pod względem ilości
i ceny w Niemczech były stare Golfy. Więc głównie od nich zaczęło się
sprowadzanie, więc potem mniej obrotni oglądali się na tych którzy już
mieli Golfa. Ponieważ było ich od razu dużo, były tanie w częściach, a
nie są jakieś wyjątkowo słabe technicznie czy nieekonomiczne, są
przeciętne. Więc przez lata były optymalną kombinacją
ceny/jakości/ekonomiczności/dostępności części/prestiżu dla
przeciętnego
ziutka który chciał mieć w końcu normalny samochód, i nie wybierał on
samochodów lepszych czy trwalszych, bo przecież, każdy ma Golfa i każdy
chce mieć Golfa. Tylko że bardzo szybko Golfy zdrożały, były kradzione, a
inne marki w końcu dogoniły je dostępnością części, ceną, nie mówiąc
o
technice, bo tu akurat VW miał od początku tyły. Więc została tylko
bezsensowna estyma, tak jak bezsensowna estyma do trzypaskowego dresu. Ja
nie mówię że ona nie jest siłą - dalej VW są popularne, estyma powoduje
że są przepłacane (i kradzione), bo jak 25 letni gość w 95 szpanował
odwiniętym z drzewa Golfem, którym wrócił na lawecie z truskawkobrania,
to przecież teraz przepłaci za Passata, no bo to VW! A takich gości jest
bardzo dużo, tak jak dużo było Golfów.
Jeżu, co ja się tak rozpisałem...
>Jarek
Boni
--
Flameem all