> Szymon Sokół pisze:
>
>
>>In pl.rec.fantastyka.sf-f, Wojciech Myszka
>>wrote:
>>
>>
>>> Hmmm... Moje szkolenie z programowania zaczęło się (nie dość=
, że
>>> znacznie wcześniej niż pisano dyskutowane dzieło :-) ale właś=
nie od
>>> nauki programowania w asemblerze... Fakt, że nie był to Cray.
>>
>>A moje od fikcyjnego kodu maszynowego (1 =3D ADD, 2 =3D SUB, ...), ale
>>zaraz potem był Pascal. A prawdziwego assemblera (Z80) nauczyłem si=
ę z
>>rok później.
>
>
> Ech, a moje od Atari Basica... Długo brakowało mi później numer=
owania
> linii w Pascalu ;)
>
Ich... ja zacząłem chyba w 1987 od ZX-81.
Ci którzy znają cudowne maszynki sir Sinclaira pamiętają pewnie
klawiatury z wydrukowanymi słowami kluczowymi. Ja w każdym razie w te=
n
sposób poznałem pierwsze kilkadziesiąt angielskich słów ;-)
>>Juniory miały bebechy speca o ile pamiętam, a nie ZX-81... To jakby=
ś
>>porównał możliwości malucha i mercedesa ;-)
>
>
> Co to ma do? Zwykłe Spectrumy (nie wiem, jak z tymi po wykupie przez
> Amstrada) też miały ten genialny wynalazek z instrukcjami na klawis=
zach.
>
> m.
Spectrum (A więc i Elwro Junior) miał już Basic jako tako udokument=
owany
w polskiej prasie (ś.p.Bajtek) i książkach (Przewodnik po ZX-Spect=
rum
do dziś z łezką w oku wspominam), a przypisanie keywordów do klaw=
iatury
(w legendarnych trybach K E i E+shift) nawet jak nie było
nadrukowane, to można było rozczaić metodą prób i błędów =
w kilkanaście
minut.
A nauczenie się BASICa będąc gówniarzem bez znajomości słowa =
po
angielsku i bez posiadania jakiejkolwiek instrukcji do dziś jest dla
mnie powodem do dumy. Później już niewiele takich powodów miałe=
m ;->
> C++, różnych shelli nie licząc), ale to było dawno (liceum/stud=
ia). Po
> studiach to jeszcze tylko Perla się nauczyłem, bardziej z potrzeby =
niż dla
> rozrywki.
Z mojego GeekCode, wynika, że
Perl łączy moc sh, klarowność seda i możliwości awk z prosto=
tą C.
Nie można się go uczyć dla rozrywki. Chyba, że jest się masochi=
stą ;-)
> Dnia Fri, 25 Jul 2003 11:13:13 +0200, Jakub Gwóźdź
>>Szymon Sokół wrote:
>>
>>>C++, różnych shelli nie licząc), ale to było dawno (liceum/studia). Po
>>>studiach to jeszcze tylko Perla się nauczyłem, bardziej z potrzeby niż
dla
>>>rozrywki.
>>
>>Z mojego GeekCode, wynika, że
>>Perl łączy moc sh, klarowność seda i możliwości awk z prostotą C.
>>
>>Nie można się go uczyć dla rozrywki. Chyba, że jest się masochistą ;-)
>
> A z ciekawości?
No tak... ludzie robią różne rzeczy z ciekawości ;-)
> On Sun, 27 Jul 2003 12:19:25 +0200, Andrzej R Skoczylas
> wrote:
>
>>Wojciech Orlinski pisze:
>>
>>>In Andrzej R Skoczylas wrote:
>
> [...]
>
>>>Załóżmy, że X wzrasta o 4. Masz z tym jakiś problem?
>>
>>Do tego LET nie jest potrzebny. X wzrasta o 4 robi to samo. To i tak
>>jest kwestia zrozumienia istoty przypisania do lvalue, co nie jest (co
>>skonstatowałem ze zdziwieniem swego czasu) wcale takie oczywiste nawet
>>dla studentów informatyki.
>
>
> Nie rozumiem tego. Ja miałem tylko problem natury abicjonalnej, że w ZX
> Basicu koniecznie trzeba było napisać to let, a inne języki widziane w
> Bajtku pozwalały robić przypisania bez niego. Manie trudności z
operatorem
> przypisania to jest dla mnie coś niewyobrażalnego.
>
To chyba bardziej wynikalo z definicji jezyka. W ZX-Basicu nie bylo
parsera jako takiego, albo byl bardzo ograniczony - zawsze bylo wiadomo,
ze jest 1-4 cyfr numeru linii, potem keyword (jeden byte w pamieci,
dzieki temu, ze byly wprowadzane z klawiatury pelnymi slowami) potem cos
tam dalej w zaleznosci od pierwszego keyworda. Fizycznie nie mogles wiec
wpisac identyfikatora zmiennej. To nie bylo ograniczenie - to byl
fiuczer zastosowany w celach optymalizacji wykonywania kodu ;-)
> I stało się tak, że Jakub Gwóźdź napisał(a):
>
>
>>Ci którzy znają cudowne maszynki sir Sinclaira pamiętają pewnie
>>klawiatury z wydrukowanymi słowami kluczowymi. Ja w każdym razie w ten
>>sposób poznałem pierwsze kilkadziesiąt angielskich słów ;-)
>
>
> O, do tego wcale nie trzeba było mieć ZX-a. Pamiętam jeszcze swoje
> zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że run może też znaczyć biegać a
nie
> tylko uruchomić. ;-)
>
To biegać jeszcze jeszcze mogłem zrozumieć. Ale co wspólnego z
uruchamianiem programów ma uciekanie ? (Kilka lat później zobaczyłem
film Uciekinier z angielskim tytułem Running Man)
> ;-)
>
> No mnie raz nakryła nauczycielka w podstawówce, jak rozrysowywałem
> jakieś spritey na fontach, do jakiejś swojej gry czy cuś. I weź to
> wytłumacz dociekliwej polonistce, wtedy .
No... Ja też tak namiętnie miałem... I na dodatek również koledzy na
mnie dziwnie patrzyli ;-)
> czeŚĆ,
> ... a dzień taki sam u nas jak u Was,
> napisał Piotr Meyer na pl.rec.fantastyka.sf-f do nas:
>
>
>>>pewnie Ci sami co Szklaną pułapkę (litościwie nie wspomnę o tysiącu
>>>innych buraków;)
>>
>>Szklana pułapka to byl pikuś wobec Wirującego Seksu :-p
>
>
> To co powiesz na Interkosmos ? ;->
Open Range (najnowszy western Costnera) jako... Bezprawie.
> Tako rzecze Marcin E Hamerla:
>
>>>Celem posta jest poinformowanie Grupy, że po długich bojach[1]
>>>zostałem w końcu magistrem (w skrócie: mag, na kapeluszu: maggus[2]),
>>>a także inżynierem.
>>
>>No to gratulacje? Jaki tytul pracy?
>
>
> Wstyd przyznać - logowanie do Windows przy użyciu karty chipowych.
>
> Aha, jeżeli czyta to jakiś student informatyki i myśli, żeby
> pisać pracę o kartach chipowych, to od razu mówię: to bardzo
> niedobry pomysł.
Buhaha.... Gdybym miał jeszcze raz się kiedyś bronić (a raczej wybierać
sobie temat), to byłoby to właśnie związane z kartami chipowymi ;-) (I
zapewne o logowanie do windows by zahaczyło)
W każdym razie gratuluję udanego wyboru tematu i pomyślnej obrony
> On Fri, 17 Dec 2004 00:22:22 +0100, Marcin Szklarski wrote:
>
>
>>Sandra Schulbergs Phobos Entertainment has picked up all media rights
>>to Ursula K. Le Guins sci-fi novel The Left Hand of Darkness, says Variety.
>
> Ciekawe, czy spieprzą tak samo, jak Ziemiomorze :-/
>
Było spieprzone? Przepraszam, nie jestem na bieżąco... myślałem, żeby
się wczytać w archiwum zanim otworzę dzioba, ale po przejrzeniu kilku
ostatnich wątków dałem sobie luz (catch-up ;-) )
Anyway, witam curik na grupie...
Więc, tego, co z tym EarthSea (po stronach widziałem, że cukierkowe
jakieś, jak nie przymierzając SW:Episode I)?
O ile wiem, premiera na scifi była 13 grudnia?
Ha... Przy okazji... z czym kojarzy Wam się 13 grudnia? Tak, no właśnie!
To już osiem lat minęło, jak według Twelve Monkeys T. Gilliama miała
wybuchnąć zaraza, która wykończy prawie całą ludzkość. I co? I kicha.
TV
kłamie ;-)
>>http://www.mobygames.com/game/shee t/p,2/gameId,380/
>>
>>Straszny staroć. Bardzo, bardzo luźno oparta na książce. Jako adaptacja,
>>jest poważnym spłyceniem, jako gra - ujdzie (teraz się raczej takich gier
>>nie robi, można ją traktować jako pewną ciekawostkę).
>
> Bosh.
> Pewnie, że luźno oparta na książce, skoro zrobili ją na podstawie filmu
(tylko mają
>
> śliczne
> ornitoptery). Melanż przygodówki-rpg-strategii. Piękna muzyka i grafika,
jak na tamte
>
> czasy. Wersja PC-CD miała filmiki z filmu.
Baaardzo mi się gierka podobała, muzyczkę do tej pory czasem sobię
odsłuchuję (mp3 na http://explizit.org/dune/index.html ) . Takie bardzo
lajtowe elektroniczne brzdąkanie, dla odmiany ;-) Na amigach ta muzyczka
była świetnie i bardzo niecodziennie zrealizowana od strony technicznej,
ale to temat na inną grupę.
Zaś co do samej gry, to była odpowiednio luźno oparta na fabule
książki ;-)
> Fri, 17 Dec 2004 16:56:45 +0100, na pl.rec.fantastyka.sf-f, JoAsia
> napisał(a):
>
>
>>>>wyświetlany przed Skycaptain i świat jutra. PAP nie pisze jednak, czy
we
>>>>wszystkich kinach.
>>>
>>> W Multikinie puszczają i powoduje konsternację wśród publiczności.
>>>Ludzie energicznie rozglądają się po sali, zerkają na bilety, albo
zagadują
>>>sąsiadów.
>>
>>U mnie spowodowała wielce radosny chichot. Dobra makabreska nie jest zła,
>>a tu pomysł jest naprawdę przedni :)))
>
>
> Taa, tylko czemu doczepili do Sztuki Spadania ten beznadziejny film.
>
> Kojer co był
Sztuka spadania zaskoczyła mnie totalnie. Bla - blabla - bla. Widać, że
chłopaki, które ten film robili, nie są raczej zwolennikami służby
wojskowej ;-)
Na pewno warto obejrzeć (przed każdym SkyCaptainem leci), przynajmniej w
celu zachwycania się warstwą wizualno/dźwiękową.
Chociaż przekaz też jest dość... interesujący ;-)
A tego przekazu na pewno jest więcej niż w trwającym kilkanaście razy
dłużej Sky Captainie. Fabuły w tym filmie (SC) baaardzo niewiele.
Ale jak wyżej - zachwycająca stylistyka, efekty specjalne i te pe. Na
pewno nie trzyma w napięciu, nie zaskakuje, ani nie skłania do
rozmyślań. Ale po wyłączeniu mózgu zapewnia półtorej godziny
niezobowiązującej rozrywki dla oczu.
Moim zdaniem film był o wiele bardziej wartościowy niż dowolny bond,
których teraz multum leci na tvp1. Pomijając warstwę plastyczną, która
moim zdaniem była rewelacyjna (i rewolucyjna), to prościutka fabuła nie
była nic gorsza od masy filmów akcji.
Dla samej stylistyki tego filmu warto go obejrzeć. Zawsze uwielbiałem tę
konwencję ;-) Hmmm... Muszę odświeżyć sobie Kontinuum Greensbacka
Williama Gibsona...
You can post new topics in this forum You can reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot post attachments in this forum